Przeskocz do treści

Delta mi!

Loading

Życie na żywo

Geny i medycyna

Magdalena Fikus

o artykule ...

  • Publikacja w Delcie: kwiecień 2017
  • Publikacja elektroniczna: 30 marca 2017
  • Wersja do druku [application/pdf]: (283 KB)

Kilka kolejnych spotkań w Centrum Nauki Kopernik pod wspólnym tytułem "Drogi do życia" poświęcono konfrontacjom współczesnych nauk molekularnych w zakresie biologii z postępami medycyny w dość węzłowych kwestiach: nowotwory, krew i odporność, szczepienia ochronne i antybiotyki, genetyczne podstawy chorób, w tym neurologicznych, i wreszcie perspektywy leczenia i regeneracji rdzenia kręgowego. Przywołując pamięć o tych spotkaniach, czuję, że dotknięto naprawdę ważnych zagadnień, szczegółów różnorodnych rozwiązań. Mówiono także o nadziei.

obrazek

Najogólniej - sumując wrażenia - utrwaliliśmy świadomość, że większość, właściwie wszystkie nasze dolegliwości i choroby, mają albo jako przyczynę, albo jako tło - geny. Nic w tym dziwnego, bo "nie ma życia" - ani na poziomie komórki, ani narządu, ani organizmu - bez działających genów. Póki działają prawidłowo, to zupełnie o nich nie myślimy. Kłopot zaczyna się wtedy, kiedy one mają kłopoty.

Geny mogą ulegać bardzo różnorodnym uszkodzeniom (zmianom chemicznym). I wtedy komórka przystępuje do ich naprawiania. Są różne uszkodzenia i są różne systemy naprawcze. System - to układ enzymów, które albo usuwają uszkodzony fragment, albo przywracają jego stan prawidłowy. Systemy w komórkach człowieka naprawiają stale tysiące powstających w ciągu dnia uszkodzeń. Nienaprawione uszkodzenie, przekazywane po podziałach komórkowych do komórki potomnej - to może być początek zjawiska, który po 10 latach lekarz nazwie nowotworem. Zadziwiające - ile trzeba różnorodnych reakcji komórkowych, aby się to źle dla nas kończyło. Jak się tego słucha, spokojnie opowiedzianego przez specjalistę, to dziw bierze, że w ogóle finalnie rozwija się choroba. W przypadku raka płuc, trwa to 10-15 lat, dla nas w utajeniu!

Z genami mamy do czynienia, chorując na choroby zakaźne. Geny "gospodarza" związane z układem odpornościowym usiłują zwalczyć atakującego patogena. Patogen - bakteria, wirus, grzyb - usiłuje umknąć przed tą obroną. Właśnie jestem w stadium wychodzenia z obrzydliwego "zaziębienia", kaszląc i kichając - nie dałam sama rady. Ale dostałam antybiotyk (o tym też słuchałam w programie "Drogi") i w tym przypadku antybiotyk pomógł. Z tym że wykładowca powiedział, o czym wielokrotnie słyszeliśmy z różnych źródeł, iż era antybiotyków jako skutecznych leków przeciwbakteryjnych właśnie dobiega końca w wyniku wspaniale pomyślanych przez naturę sposobów obronnych bakterii i niefrasobliwego nadużywania antybiotyków przez nas, "mądrych" ludzi.

Skoro już wszyscy wiemy, że o wszystkim decydują geny, to często dowiadujemy się z mediów, że właśnie znaleziono gen "na coś". Sama stykałam się z pytaniami o gen "na otyłość", gen "na inteligencję". W miarę rosnącej bezradności w stosunku do chorób mózgu oczekujemy odkrycia genów na przykład "na": schizofrenię… Nawet nie czytając tekstów naukowych, mogę ze |100% pewnością odpowiedzieć, że takich pojedynczych genów nie ma. Są wielkie, skomplikowane, czasem z tysięcy genów składające się sieci, sprzyjające inteligencji (cokolwiek by to miało znaczyć) czy otyłości. Odnosząc się do wykładu na "Drogach", spojrzałam do kilku bieżących prac dotyczących schizofrenii.

Praca z 2012 r.: ...od głębokiego zrozumienia genetyki schizofrenii do możliwości przewidywania...
Praca z 2014 r.: ...przebadano 108 obszarów genomu związanych ze schizofrenią..
Praca z 2016 r.: ...pewien gen rozjaśnia rozumienie mechanizmów schizofrenii...
Praca z 2017 r.: Przebadano genomy 41 321 osobników (połowa to zdrowi). U chorych występują częstsze niż u zdrowych powtórzenia grup genów. W badaniach uczestniczyły 173 ośrodki naukowe, nie widziałam sensu w liczeniu autorów, musiało być ich ponad 1000.

Kiedyś schizofrenię, podobnie jak chorobę Alzheimera, parkinsonizm, stwardnienie rozsiane, zrozumiemy na podstawie analiz genetycznych i warunków im towarzyszących. Na razie pozostaje nam bezradne rozłożenie rąk specjalistów. Tym, w odróżnieniu od kolorowych magazynów, należy wierzyć.